Moderator: SlashBeast

Zanim zaczniesz ślepo wierzyć policyjnym doniesieniom sięgnij do źródła:BeteNoire wrote:Jakich informatyków? Kolesi, którzy mieli kilka tysięcy pirackich płyt plus pirackie oprogramowanie? Założę się, że chodzi o Łyndołs + M$ Office tudzież inne kupy. I za to najwięcej bekną.
vide: http://di.com.pl/news/16531,1.htmlKrzysztof 'rotorek' Czerepak, administrator serwisu Napisy.org wrote:Nie wiem skąd macie informacje o 2000 płyt - zakładam, że to kolejne kłamstwo policji.
U dwójki zatrzymanych administratorów były laptopy z całkowicie legalnym oprogramowaniem, w tym u koleżanki laptop firmowy.
BeteNoire wrote: Zanim zaczniesz ślepo wierzyć takim źródłom...
& Oficjalne zrodlaKilka słów od nas w związku z zaistniałą „aferą napisową”.
Jak powszechnie wiadomo wczoraj miały miejsce „naloty” na kilka osób związanych między innymi z serwisem napisy.org. Nie ma potrzeby ponownego przedstawiania sytuacji, gdyż wiele serwisów i wortali już to zrobiło. Oto nasze stanowisko w tej sprawie.
Tu i ówdzie spotyka się różne opinie na temat powodów tej, jak to określił jeden z większych polskich portali, „nagonki na napisy”. Nasuwa się w tym miejscu pytanie: czy naprawdę jest o co robić aferę? Cóż takiego złego robimy, że angażuje się jednostki policji z kilku województw, różne organizacje a nawet stosowne jednostki w innym kraju? Dlaczego robi się „wjazdy” do domów ludzi, którzy pragną tylko umożliwić innym podzielenie się swoją własną twórczością, podczas gdy np. serwisy pedofilskie, nazistowskie i Bóg wie jeszcze jakie spokojnie sobie funkcjonują? Nasi koledzy potraktowani zostali jak pospolici przestępcy. Zarekwirowano ich sprzęt (pardon, „zabezpieczono materiały dowodowe”), którego z dużym prawdopodobieństwem mogą już nie odzyskać, ciąga się ich na przesłuchania itp.
Ktoś powie: „Łamiecie prawo!”. Jakie prawo? Art. 116 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych? Nie zasięgnęliśmy jeszcze porady prawnej, więc możemy być w błędzie, ale na pierwszy rzut oka argument ten trochę kłóci się z jednym z wyroków Sądu Najwyższego, który mówi, że „dokonanie tłumaczenia warstwy słownej utworu audiowizualnego nie stanowi jego opracowania jako całości”. Ciężko jednak jest mówić o prawnych aspektach tej sprawy, ponieważ do tej pory zatrzymanym osobom nie przedstawiono żadnych zarzutów.
Pomijając jednak kwestie prawne, czy rozpowszechnianie amatorskich tłumaczeń do filmów jest czymś złym? Tłumaczenia tworzone są również do filmów czy seriali, które przez dystrybutorów w ogóle nie są do Polski sprowadzane, nie ma więc możliwości obejrzenia ich z „oficjalnym” tłumaczeniem.
Osobną kwestią jest to, że amatorskie tłumaczenia niejednokrotnie przewyższają jakością te oficjalne, wykonane na zlecenie dystrybutorów przez profesjonalistów. Wynika to z tego, że tłumaczenia amatorskie są w większości przypadków na bieżąco aktualizowane, jeśli ktoś dopatrzy się nieścisłości czy błędów; nie są robione „pod lektora”, a więc rzadko kiedy ma miejsce „obcinanie” kwestii (co często potrafi bardzo zepsuć efekt końcowy).
Trzecia sprawa – czas powstawania tłumaczeń. Często zdarza się, że jakiś film jest wydany np. w wersji DVD dużo wcześniej niż w Polsce. Co w takiej sytuacji mają zrobić osoby, które np. nabyły film za granicą, ale nie radzą sobie z językiem oryginału? My udowodniliśmy, że można zrobić dobre napisy szybko i na wysokim poziomie. Organy sprawiedliwości ścigają nas jak pospolitych przestępców. Jednak wiemy, że wśród osób korzystających z naszego serwisu są osoby spośród nich.
Można tak pisać i pisać, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Podobnie jak i Wy, tak my również czekamy na dalszy tok wydarzeń, gdyż sprawa jest naszym zdaniem dość kontrowersyjna. Pragniemy również podziękować wszystkim osobom, które wspierają dobrym słowem nas oraz naszych kolegów w tych burzliwych chwilach.
Członkowie Grupy Hatak
Hatak.pl
Kontakt w tej sprawie z nami. (Prasa, media, porady prawne) media@myblox.pl
Kierowca tira jadacy ciezarowka 50 tonow i tlumaczacy napisy na laptopie na kolanach alee kuuulllStrona www.napisy.org zamieszczała listy dialogowe do filmowych hitów oraz seriali z całego świata. Miała blisko 700 tys. użytkowników miesięcznie. Tłumaczenia - dokonywane bez zgody właścicieli praw autorskich do filmów - można było ściągać za darmo.
Zdaniem dystrybutorów filmów serwis sprzyjał piractwu, bo napisy przygotowano tak, by można było ich używać z krążącymi po sieci pirackimi wersjami kinowych przebojów. "Scoop", "Spider-Man 3", "Piraci z Karaibów" czy nowe odcinki seriali "Skazanego na śmierć" i "Lost" pojawiały się w internecie na długo przed ich polską premierą, krążąc w tzw. sieciach P2P, czyli darmowych serwisach wymiany plików, takich jak Emule, Bittorrent czy Kazaa.
Z badań firmy IPSOS przeprowadzonych na zlecenie dystrybutorów wynika, że połowa dostępnych kopii jest nielegalna, a straty z tego tytułu wynoszą 380 mln zł.
Ustalono, że domena Napisy.org. znajduje się na niemieckim serwerze, a administratorem jest 26-letni właściciel sklepu z częściami komputerowymi z Zabrza. Namierzono też ośmiu współpracowników zabrzanina, którzy tłumaczyli filmy. To m.in. dwaj studenci z Bielska, kierowca tira z Jastrzębia i bezrobotny z Krakowa. Wszystkich zatrzymała policja.
Tylko co to ma wspólnego z oprogramowaniem?Eeeyeore wrote:BeteNoire wrote: Zanim zaczniesz ślepo wierzyć takim źródłom...Kilka słów od nas w związku z zaistniałą „aferą napisową”.
Rzecz w tym co to bylo?, za gu... nie dostaje sie 2 latek... Zarówno w policji jak i w sadach nie pracują idioci i nie skazuja za byle przewinienie, bo i tak wiezienia sa maksymalnie przepelnione ze minister Zebro nie wie co z tym zrobic - kiedy jeszcze klamcow lustracyjnych trzeba bedzie wsadzac na dozywocieBeteNoire wrote:Temu "dzieciakowi", o którym pisałem nie umorzyli.
Skopiowane z :Tak w skrócie, bo nie chce mi się specjalnie rozpisywać:
- We wspomnianym wyroku SN chodziło o to, czy osoba dokonująca tłumaczenia może być uznawana za współtwórcę utworu i czy przysługuje jej ochrona z art. 2 prawa autorskiego. Wyrok SN miał ten sens, że tłumaczenie listy dialogowej nie miało cech utworu zależnego, nie mogło zostać uznane za opracowanie, a więc tłumacz nie podlegał ochronie jak twórca utworu zależnego. Jeżeli przyjąć, że tłumaczenie utworem (ani opracowaniem) utworu nie jest, nie może być o mowy o przestępstwie.
Natomiast zgodnie z art. 71 ustawy o prawie autorskim i pokrewnych uprawnionym (wyłącznie) do dokonania tłumaczenia listy dialogowej jest producent - ustawa jednak nie wiąże z tym faktem żadnych przepisów karnych.
- przestępstwo z art. 116 jest ścigane na wniosek, tzn. ktoś napuścił policję, w dodatku dysponował środkami, aby policja zrobiła pokazówkę.
- zdecydowanie pokazówką są te aresztowania. Raz, że "przestępstwo" jest ścigane na wniosek, dwa, że przy takiej wadze przestępstwa i niewielkim zagrożeniu karą, takie działania nie powinny mieć miejsca.

z tym mozna dosc powaznie polemizować... obawiam sie ze takim mozna zrobic wieksza krzywde wsadzajac na 2 lata (na przykład) niz jakims zabójcom mafijnym 25 lat...Eeeyeore wrote: Lepiej stuknac i zhaltowac paru mlodziencow - studentow - bo i tak w sumie im krzywdy nie zrobisz

