Raku wrote:ale może zapier*** 180 km/h w terenie zabudowanym nie mając żadnych wyrzutów sumienia i zachamowań?
Może. To, że Ty nie czułbyś się bezpiecznie, gdy obok Ciebie jedzie wariat, nie ma tu znaczenia. No, chyba, że jest jakiś inny powód ograniczeń prędkości...
możesz to jakoś rozwinąć? Bo zapowiada się ciekawa polemika. Sztuczne = nienaturalne. Więc prędkości nie powinno się ograniczać, bo jest nienaturalna?
Tak. Jeździj jak chcesz, ale jeśli spowodujesz wypadek - to poniesiesz pełne konsekwencje (nawet gnijąc do końca życia w więzieniu czy pracując jak niewolnik na zapłacenie odszkodowania). Moralne jest zachowywanie się tak, żeby nie robić innym krzywdy.
Zdajesz sobie sprawę, że nawet jadąc 50 km/h przy ograniczeniu 90 można kogoś zabić? Ograniczanie prędkości jest sztuczne, bo nie uwzględnia warunków zawnętrznych. Ja zawsze gdy widzę ograniczenie prędkości (oczywiście nie takie przy wjeździe do miasta: 50), to zwalniam, bo to najczęściej oznacza zakręt albo jakąś inną sytuację potencjalnie niebezpieczną. Interesuje mnie sam zakaz jako ostrzeżenie, a nie jego wartość!
Więc prędkość można przekraczać, bo nie jest to naturalny zakaz?
Nie o to chodzi, że można, ale jeśli warunki pozwalają? Sucha nawierzchnia, widoczność doskonała, żadnych zasłoniętych odcinków drogi, to czemu nie jechać 200?
Prawa autorskie powinny chronić autorów przed osobami próbującycmi bezprawnie czerpać zysk z ich dzieł.
Prawa autorskie nie powinny ograniczać praw osób legalnie korzystających z czyjegoś dzieła (legalnie - w sensie nie ograniczając zysków autora z tytułu opublikowania dzieła).
Dla mnie legalne == zgodne z życzeniem autora (płacąc godziłem się na te warunki). Nie sprowadzaj wszystkiego do zysku autora.
Jeśli kupię dzieło objęte prawami autorskimi, to złamię prawo, jeśli to dzieło skopiuję i sprzedam.
IMO źle też będzie, jeśli to dzieło skopiuję i będę rozdawał znajomym (bo pozbawiam potencjalnego zysku autora).
Ale kopiowanie dla własnego użytku jest jak najbardziej poprawne (po co mam wkładać oryginalną płytę CD wartą 60 zł do discmana i narażać ją na szybkie zużycie w czasie wkładania/wyciągania z/do napędu w czasie np. jazdy zatłoczonym autobusem? Wolę zrobić sobie kopię takiej płyty i jak mi spadnie, to stracę 50 gr na nowy nośnik).
Bzdury. Próbujesz pokazać to tak: wszystkie CD należy sprzedawać (i kupować) na tych samych warunkach. A ja uważam, że jeden producent może zabronić kopiowania SWOICH nagrań, a inny nie. Nie próbuj ograniczać wolności właściciela (sprzedającego) wolnością kupującego. Wolność jest jedna i dla wszystkich. Przy okazji: klasyczna definicja wolności: "wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego".
OK, masz rację. Wyprodukuj płytę CD z własnymi wierszami, a w licencji napisz, że "płyta jest wyłacznie dla białych, a czarnuch może ją tylko powąchać"*.
Myślisz, że będziesz mógł LEGALNIE wydać taką płytę?
Sądzę, że nie. I szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego nie.. nie chodzi mi tutaj o podział biali/czarni, ale o ogólną zasadę. Najwyżej nikt by jej nie kupił, prawda?
możesz próbować, czy dasz radę 8)
OK! OK! To był żart!! Naprawdę!! ;)
Zacznijmy od tego, że chcę wykorzystać podstawowe zasady kapitalizmu do walki z monopolem wielkich koncernów wydawniczych. To że odtwarzanie muzyki poza granicami kraju jest nielegalne w dzisiejszych czasach jest śmieszne
Ale czy każdej muzyki? Bo to jest chyba istota sprawy...
(choćby przykład: lecisz samolotem za granicę i na odprawie celnej mogą cię zwinąć, bo sobie w walkmanie kasetę wziąłeś z kraju).
Bardzo dobry argument, ale to nie znaczy, że trzeba od razu odgórnie zakazać komuś stawiania takich warunków przy sprzedaży. Nie ma kapitalizmu bez własności prywatnej. Wyżej stoi chyba tylko prawo do życia.
Nie - wtedy polscy wydawcy podnieśliby lament, jaki ten internet jest zły, bo wszyscy kopiują z sieci P2P zamiast kupować ich płyty. Kupując za granicą ludzie mogą pokazać: "ale ja mam oryginał, tylko wasze drogie płyty mam w d...".
Zrozum, że efekty byłby taki sam - nikt by ich nie kupował, więc musieliby zachęcić ludzi do kupna, np. przez niższą cenę.
łamiąc zasady prawidłowego użytkowania tracę gwarancję na produkt. Tak samo powinno być z durnymi ograniczeniami: autor w licencji zakazuje używania mplayera, więc jeśli mi nie działa coś pod mplayerem, mogę mieć pretensje do samego siebie że nie działa w mplayerze. Jak nie będzie działać w Windows Media Player, ktoś musi za to beknąć...
Niby masz rację, ale kupując produkt zgadzasz się na pewne warunki. Nie ma obowiązku zawierania umowy kupna-sprzedaży.
* - Nie jestem rasistą. Słowa czarnuch użyłem z premedytacją wyłącznie dla przekoloryzowania przykładu.
To mogłeś napisać, że blondynom/łysym/otyłym itp. Większość ludzi by zrozumiała...