To stało się nagle. Od kilku dni siedzę w domu, czytam wiadomości o Ukrainie, tej okropnej grypie. Boję się z domu wychodzić, żeby jakieś zarazki i wirusy mnie nie dopadły. No i, wstyd się przyznać
Zauważyłem, że temperatura procesora skoczyła do góry, kiedyś było 54 stopnie, teraz 80. Boję się, że przekroczy 90... System jest taki leniwy, ociężały, wszystko wolno się ładuje. No i te utraty przytomności. Pracuję sobie w GIMPIe a tu nagle czarny ekran. Bałem się, że umarł, znaczy spalił się. Ale to było tylko crash, po chwili widziałem że świadomość mu wraca bo znowu ekran KDM-a się pokazuje. Ale wcześniej tak nie miał, dopiero od tego kichnięcia. Internet też snuje się ociężale od interfejsu do interfejsu, WiFI chyba jest na amen załatwione, całe się trzęsie, przy podłączeniu do sieci pokazuje 4WAY_HANDSHAKE. Wyłączyłem je żeby odpoczęło, no i lepiej żeby czegoś, jakiegoś większego świństwa z zewnątrz nie złapało. Podobnie mysz, cała czerwona, szczególnie na brzuchu. Ale ona tak chyba zawsze miała, od początku. Patrzy się tylko na mnie tym czerwonym ślepiem a ja nic nie mogę zrobić. Kabel sieciowy ze strachu gdzieś mi uciekł, cztery dni go szukałem aż znalazłem. Wszystkie komponenty mi wariują. Bluetooth jest już tak siny, aż niebieski że nawet device-managery nie mogą po (roz)poznać. Boję się komputera wyłączyć, na filmach zawsze jak z kimś było ciężko to nie pozwalano mu zasnąć. Co robić?!
Nigdy wcześniej nie miałem wirusa na moim Gentoo, zainstalowałem antywirusa ale on nie wie jak się bronić przed świńską grypą. Co mam robić? Spotkał się ktoś z czymś takim, jak sobie poradziliście? Proszę o szybką pomoc!
Zrozpaczony,
dziadu


