Piszecie ze na studiach jest "fajnie".
Niestety po tych studiach jest rownie "fajnie".. Sytuacja sprzed roku. Firma produkujaca oprogramowanie na obszarze obslugi przedsiebiorstwa: kadry, place, finanse i ksiegowosc, logistyka produkcji itp.. wszystko rozwiazania dostosowywane pod klienta a wiec wdrazane u klienta a nie sprzedawane w pudelkach do samodzielnej instalacji. Nabor na programiste, zglasza sie 15 osob.. z czego pojecie o programowaniu maja 3, a o techonologii w jakiej pracuje firma (baza danych + srodowisko tworzenia aplikacji Progress) slyszala jedna.. reszta umie zainstalowac winde.. jeden przyszedl, jeczy ze on to nawet za darmo moze pracowac, ale ze programowac nie umie, ale moze administrowac siecia.. no to (zeby nie wyjsc na chamow i od razu typa splawiac) kolo dostaje garsc pytan na zasadzie: co to jest TCP/IP ("yyyyy aaaa... nie wiem.."), czym sie rozni adres publiczny od prywatnego ("yyyyy aaaa... nie wiem.."), a co to jest IP? ("yyy cos z sieciami?")...
w koncu na probe zostaje przyjety kolo, ktory jest na 2gim czy 3cim roku informatyki. Zostaje poinformowany ze firma pracuje na Progressie i tej technologii ma uzywac. Kolo zarzeka sie, ze na pewno sie douczy, ze chce sie uczyc i w sumie takie wrazenie robi. Jak sie szybko okazuje kolo o programowaniu pojecie ma mizerne. Zeby go rozruszac dostaje do zrobienia prosciutka aplikacje webowa w php na bazie MySQL - typowa magazynowka - formularz wprowadzenia danych + wyswietlanie z filtrowaniem po autorze, temacie i zakresie dat.. po ponad 2ch miesiacach ciaglego pytania co i jak w koncu powstaje cudowny skrypt..
w koncu gosc zaczyna pracowac w docelowej technologii, w ktorej poczatkowo ma troche zmodyfikowac jeden z raportow, tak aby na tym samym zakresie danych (w tym przypadku srodkow trwalych w firmie) pokazac inne wartosci..
w miedzyczasie gosc, ktory jest programista, ale nigdy nie zajmowal sie tym programem rozkminil co i jak i z 10 razy mu tlumaczyl. Ja sam zrozumialem i nauczylem sie jak to zmienic (nie jestem i nie poczuwam sie do bycia programista) a kolo siedzi i patrzy sie w monitor.. W koncu po miesiacu udalo sie..
Pozniej dostal inny kawalek aplikacji kadrowo-placowej do modyfikacji i w koncu po lacznie 6ciu miesiacach kompletie sie poddal i stwierdzil, zeby nie przedluzac z nim umowy, bo on sie nie nadaje. Ale nie ze sie nie nadaje do programowania, tylko nie rozumie jezyka 4GL, w ktorym pisze sie aplikacje na Progressie, bo w C++ to on by oczywiscie to zrobil.. Oczywiscie nie wytlumaczysz gosciowi, ze to nie kwestia narzedzi jakich sie uzywa, tylko poziomu komplikacji, ze komercyjne oprogramowanie, to nie programiki w stylu "wylicz pierwiastki z rownania kwadratowego".
Ludzie ciagle nie rozumieja, ze programista to nie ten co zna 2376346 jezykow programowania, tylko ten, ktory jest w stanie przelozyc pewne zagadnienia merytoryczne czy fizyczne na odpowiedni algorytm i zaaplikowac go formie programu, a konkretnego jezyka (jesli akurat go nie zna) sie douczy..
Juz pomija fakt, ze 85-90% ludzi idac na rozmowe kwalifikacyjna nie ma pojecia o profilu firmy, bo nawet nie przejrzeli strony www. A z tych co sa przepuszczani do drugiej rozmowy, do ktorej maja napisac po pare zdan na podstawie stronki.. nikt nie byl chetny przyjsc drugi raz.. trzeba bylo cos zrobic - normalnie skandal
Z ciekawostek, dla tych co doczytali do konca - kolo - bohater mojej opowiesci pracuje jako konsultant SQL w jakiejs firmie amerykanskiej

nothin' to declare...