Mam nastepujacy problem:
Moj laptop wesolo kompilowal sobie nowego Gnoma cala noc, rano wstaje i widze: brak oznak zycia, tzn.: podswietlenie LCD jest, dioda Power swieci, ale brak reakcji na klawiature i brak obrazu. No to na chama wylaczyylem prad (klasyczne zachowanie chyba).
Po wlaczeniu kompa BIOS idzie ladnie, nie wykrywa zadnych bledow, laduje sie GRUB, wybieram sobie Gentoo, wypisuje wszystko az do momentu
Code: Select all
Uncompressing Linux... OK, booting the kernelI tyle. Kursorek sobie mruga, ale oznak zycia nie ma, dioda HDD nie swieci.
Co ciekawe kernel rescue (stary, dzialajacy 2.6.11-gentoo) tez tak ma, Ubuntu tez, nawet Winda XP (!!!) nie startuje, leci ten szary pasek na dole i pozniej mruga kursor i tyle.
Ale nejlepsze jest to, ze LiveCD tez nie startuja. LiveCD instalacyjne gentoo dochodzi do tego samego momentu co inne linuxy.
Szegoly techniczne:
Jest to IBM ThinkPad 390X, P3 500MHz, 256MB RAM, HDD 40GB.
Gentoo: 2.6.14-r5, niedawno przemigrowany na udev z devfs (ale juz dzialal na udev).
Logow nie dam, bo nie mam sie jak na razie dostac na dysk (bo to laptopowe 2,5'')
Moje przemyslenia:
- RAM jest ok, bo sprawdzilem Memtestem86 (ktory odpala sie z gentoo livecd!).
- HDD raczej OK, bo GRUB dziala, a Winda pamieta, ze ostatnie uruchomienie nie powiodlo sie.
- Laptop nie smierdzi spalenizna, a wiatrak na CPU dziala.
Probowalem go odpalic z LiveCD bez dysku - nic nie pomoglo.
Pomozcie, bo ja juz nie mam pomyslow, to pewnie jakis hardware shit, ale moze ktos mial cos podobnego.


