konsul do araba:
-Name?
-Abdul Azib
-Sex?
-Yes. Six to ten times a week.
-No, no. I mean male or female?
-Both male and female. And sometimes camels
-Holly cow!!!
-Cow, dog, cat...
-Man...! Isn't it hostile?
-Horse style, dog style, any style
-Oh my dear!
-No deer. They run too fast
Lat temu kilka wezwała mnie znajoma do pc-ta w fazie śmierci klinicznej. Jak to zwykle bywa - los jest przewrotny. Pisała akurat licencjat gdy w starawym już komputerze dysk odmówił posłuszeństwa.
Maszyna nie startowała. Słychać było tylko głośne stuki głowicy.
Siedzę ze smutną miną .. coś tam staram się zrobić. Ogólnie w domu nerwowa atmosfer. Dziewczę o backupach nie słyszało. A na dysku była jedyna kopia pracy. Ojciec (emerytowany górnik - i co ważne - były mechanik maszyn wyciągowych) co parę chwil wpadał do pokoju, przysłuchiwał się stukom (a może po prostu sprawdzał czy aby na pewno zajmujemy się komputerem...) i wychodził. Matka gdzieś cicho w kuchni popłakiwała. Trochę to już trwało. Wyników brak. Nastroje grobowe. W końcu ojciec nie wytrzymał napięcia. Wszedł do pokoju... Postał dłużej niż zwykle, posłuchał dysku kręcąc głową by lepiej dźwięki łapać. Zamyślił się. Zrezygnowany poszedł do drzwi, ale w końcu przełamał się, zawrócił i rzucił do córki:
- Dziołcho, jo wjym że wy młodzi wiycie nojlepi, ale godom ci - jo bych w tej biksie wymiynił olyj!
Bogaty prezes dobrze prosperującej firmy postanowił wydać za mąż swoją córkę. Było ciężko, bo każdy wiedział jaka z niej dziwka. W końcu wziął na rozmowę nowego pracownika, który pracował dopiero od paru dni i mówi do niego:
- wiesz co, Janku, ożeń się z moją córką. Dostaniesz pełne konto, wspaniałą willę, samochód jaki sobie wymarzysz.
- Hm, a gdzie tu jest kruczek?
- Nie ma żadnego kruczka, mówie ci. To wspaniała kobieta, a dziurkę ma jak 20gr.
- No skoro tak szef mówi...
Ślub, wesele i noc poślubna. Janek kocha się ze swoją nową małżonką. Kocha się i kocha, ona nawet nie stęknęła. Wkurzony Janek poszedł następnego dnia do swojego szefa i mówi:
- Kurde, szefie, co mi szef wcisnął! Dziurkę to ona ma jak 5zł!
- Janeczku, masz piękną willę?
- No tak.
- Masz nowiutki samochód
- Owszem
- A pełne konto?
- Tak...
- I ty jeszcze masz pretensje o głupie 4,80?!
> Mam psa labradora i właśnie kupiłem worek Pedigree Pal w supermarkecie, po
> czym czekałem w kolejce do kasy.
> Kobieta za mną zapytała, jakiego mam psa?
> Bez zastanowienia odpowiedziałem, że nie mam psa i że właśnie ponownie
> rozpoczynam dietę Pedigree Pal, chociaż nie powinienem, bo ostatnio
> wylądowałem w
> szpitalu. Ale zdołałem zgubić ponad 20 kg zanim obudziłem się na oddziale
> intensywnej terapii z rurami w większości moich otworów i z igłami w
> obydwu
> ramionach.
> Powiedziałem jej, że jest to w sumie idealna dieta i należy mieć zawsze
> wyładowane kieszenie bryłkami Pedigree Pal i zjadać jedną lub dwie gdy
> poczujesz głód. Jest to dieta dostarczająca wszystkie składniki niezbędne
> do życia i mam zamiar znowu ją zastosować.
> Musze zaznaczyć, że teraz wszyscy w kolejce byli oczarowani moją
> opowieścią
> A zwłaszcza wysoki facet za tą kobietą.
> Zszokowana, zapytała, czy dlatego wylądowałem na intensywnej terapii, bo
> zatrułem się pożywieniem dla psów?
> Powiedziałem jej, że nie - że usiadłem na ulicy, by wylizać sobie jajka i
> samochód mnie uderzył.
> ... Myślałem, że trzeba będzie pomóc facetowi za nią wyjść ze sklepu, bo
> ze
> śmiechu prawie stracił przytomność..."
Dzwoni blondynka do blondynki
- Halo, to ty?
- Nie, to ja.
- Aha, przepraszam pomyłka.
Blondynka podnosi słuchawkę dzwoniącego telefonu:
- Słucham?
- Halo, przepraszam, czy to numer - trzy, sześć, dwa, dziewięć, dwa, siedem, cztery?
- Nie, nie, tak, nie, tak, nie, tak.
Dwie blondynki czytają gazetę i jedna mówi do drugiej:
- Wiesz, że w Ameryce co 3 minuty jest potrącana jedna kobieta?
- Biedaczka, ale się na nią uwzięli.
Blondynka opowiada przyjaciółce, jak to spotkała czarodzieja.
- Pozwolił mi wybrać jedną z dwóch rzeczy: albo dostanie wspaniałą pamięć albo świetny biust.
- I co wybrałaś?
Blondynka:
- Nie pamiętam...
Wraca blondynka z Safari i chwali się swojej znajomej:
- Upolowałam lwa, słonia, dwie zebry, żyrafę i z pół tuzina "noplisów"...
- A co to takiego te "noplisy"?
- Takie małe, czarne, biega przed lufą i krzyczy "No Please, no please..."
W czasie rejsu blondynka próbuje nawiązać rozmowę z siedzącym obok chłopakiem:
- Przepraszam, czy pan też płynie tym statkiem?
Rozmawiają dwie blondynki. Jedna pyta drugą:
- Gdzie tu jest druga strona ulicy?
- No tam...
- To niemożliwe. Jak tam byłam, to mi powiedzieli, że tu.
Blondynka jedzie samochodem autostradą A2. Udało jej się włączyć radio i tam słyszy: "Podajemy ważny komunikat dla kierowców jadących autostradą A2. Według wiarygodnych, przed chwilą otrzymanych informacji, autostradą ową jedzie samochód w przeciwnym kierunku". Blondyna spogląda przez okno swojego samochodu i mruczy do siebie:
- I to niejeden.
Idzie blondynka do sklepu z RTV i AGD i pyta sprzedawcy:
- Po ile jest ten telewizor?
- Nie rozmawiam z blondynkami.
Następnego dnia przychodzi przefarbowana na brunetkę i pyta:
- Po ile jest ten telewizor?
- Nie rozmawiam z blondynkami.
Po tygodniu przychodzi pofarbowana na rudo i pyta:
- Po ile jest ten telewizor?
- Nie rozmawiam z blondynkami.
- A skąd pan wie, że jestem blondynką?
- Bo to nie telewizor tylko mikrofalówka.
Jedzie kierowca ciężarówki i widzi zielonego ludzika. Pyta ludzika:
-Czemu stoisz na ulicy?
-Jestem bardzo głodny i jestem pedałem.
Dał mu kanapkę i pojechał dalej. Spotyka czerwonego ludzika. Pyta go:
-Czemu stoisz na ulicy?
-Chce mi się pić i jestem pedałem.
Dał mu picie i pojechał dalej. Widzi niebieskiego ludzika. Wkurzony wysiada i pyta:
-A ty pedale czego chcesz?
-Prawo jazdy i dowód rejestracyjny proszę.
Wówczas uczeni w piśmie i agenci BSA przyprowadzili do niego kobietę, którą pochwycono na kopiowaniu CD-ków, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego:
Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na kopiowaniu CD-ków. W prawie Ustawa o Prawach Autorskich nakazuje nam takie kamieniować. A Ty co mówisz?. Mówili to wystawiając go na próbę, aby mieli o co go oskarżyć.
Lecz on nachyliwszy się nad laptopem kodował w assemblerze. A kiedy w dalszym ciągu go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was nie miał nigdy pirackiej kopii, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się kodował w assemblerze. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko on i kobieta, stojąca na środku.
Wówczas, zachowawszy kod na dysku rzekł do niej "Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?" A ona odrzekła "Nikt, Panie!". Rzekł do niej: i ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili nie bierz już do ręki CD-ka chronionego prawem autorskim.
A oto znów przemówił do nich tymi słowami: Ja jestem open source, kto idzie za mną, nie będzie płacił bandytom za licencje. Rzekli do niego prawnicy: Ty sam sobie wydajesz licencję. Licencja twoja nie jest prawdziwa! W odpowiedzi rzekł do nich: Nawet jeśli ja sam sobie wydaję licencję, licencja moja jest prawdziwa, bo wiem skąd powstał mój kod źródłowy open source i jak będzie działał. Wy zaś nie wiecie ani co jest w execach, ani co one robią. Wy dajecie sąd według zasad bandyckich, ja nie bronię licencji nikomu. A nawet, jeśli zabronię, to moja licencja jest prawdziwa, bo nie jest to mój exec, ale wszystkich, którzy się do niego przyczynili.
Linux #358594
gentoo bug comment 175808#c26
You either must have patience or contribute to open source. There is only one guaranteed way to have open source do what you want it to do, and that's write it yourself.
Do zasłużonego rolnika przychodzi pani redaktor z TV:
- Naczelny zaproponował mi, abym przeprowadziła z panem, jako chlubą naszego powiatu, wywiad w TV.
- Och, nie wiem czy podołam... - zaskoczony rolnik nie wie co powiedzieć.
- Nie ma problemu, jak tylko powie Pan coś nie tak, chrząknę porozumiewawczo i wtedy poprawi pan swoją wypowiedź.
Ostatecznie rolnik zgadza się. Po paru dniach spotykają się w programie.
- Oto przedstawiam Państwu najbardziej zasłużonego gospodarza - Józefa Krympala.
Rozpoczyna się wywiad:
- Panie Józefie, jak tam żniwa w tym miesiącu ?
- O, w tym miesiącu zebrałem około 2 tony żyta i pszenicy...
- Hrmmm... - wtrąca znacząco pani redaktor.
Rolnik orientuje się w sytuacji:
- ...oczywiście dziennie! Sumarycznie wyszło to w okolicach 60 ton.
- To doskonale! A jak tam rodzina? Tak doskonale pracujący człowiek ma z pewnością liczna rodzinę?
- Mam jedno dziecko...
- Hrmmm...
- ... oczywiście to brata, sam wychowuje piętnaście cudnych maleństw.
- Jakże wspaniała rodzina! A jakie ma pan hobby?
- Słucham?
- No, zainteresowania, konik...
- Czternaście centymetrów...
- Hhrrrrmmmmm!!!
- ...oczywiście w zwisie, bo jak stanie to pół metra...
W Szwajcarii odbywał się konkurs plastyczny pt. "Lenin w Zurychu"
Komisja oceniające ogląda prace, na jednej Lenin spotyka się ze szwajcarskimi robotnikami, na innej jest na wycieczce w Alpach, na innej przemawia, itp.
Podchodzą do kolejnego obrazu a na nim naga Nadiezda Krupska w niedwuznacznej sytuacji z Dzierżyńskim.
Komisję zatkało...
- A gdzie Lenin?! - pyta jeden z nich
- W Zurychu! - pada odpowiedź
Był sobie człowiek znany z tego, że dotykiem potrafi oszacować wartość dywanu. Przyszedł do niego biznesmen i mówi:
Jak prawidłowo mi wycenisz dywany, za kazdy postawię ci flaszkę. Zgodził się. Podchodzi do pierwszego dywany, zamyka oczy, dotyka i mówi: Perski, sprzed 200 lat: 1500 $ - dostał flaszkę.
Podchodzi do drugiego: Też perski ale sprzed 500 lat: 5000$ - kolejna flaszka.
Rano budzi się w domu cały poobijany, skacowany i pyta żony:
- Co się stało?
- Już ja Ci powiem! To, że wróciłeś do domu nad ranem to nic, że wróciłeś pijany, wytrzymałam, że zwymiotowałeś w przedpokoju, trudno, że taki brudny wgramoliłeś się do łóżka - wytrzymałam. Ale, że złapałeś mnie za tyłek i powiedziałeś: "Stara mata bambusowa: 50 centów", to już nie wytrzymałam!
Dwóch facetów wpada na siebie w centrum handlowym:
- Och, przepraszam pana!
- Nie, nie, to ja przepraszam.
Zagapiłem się, bo wie pan, szukam gdzieś tu mojej żony....
- Ach tak? Ja też szukam swojej żony. A jak pańska żona wygląda?
- Wysoka, włosy płomienny kasztan, ścięte na okrągło z końcówkami do twarzy. Doskonałe nogi, jędrne pośladki, duży biust. Była w spódniczce mini i bluzeczce z pięknym dekoltem.
A pańska?
- Nieważne, szukajmy pańskiej!
korespondencja mailowa w pewnym wydawnictwie gdzie chwilowo pracuję:
Witam,
Bardzo prosiłabym Wszystkich o zaglądnięcie do swoich przepastnych szuflad i szaf oraz sprawdzenie, czy nie zawieruszył się tam pilot SONY do redakcyjnego telewizora. Będę wdzięczna za pomoc.
Pozdrawiam
Moja babcia ukrywała w szafie pilota RAF-u. Nazywał się Johny Sony.
Niestety odleciał. I już nie wrócił. Szkoda... Został po nim jedwabny biały szalik, ale dziadek, jak wrócił z wojny zrobił z niego onuce.
R.
Robercie Drogi,
pochrzaniło Ci się - to był Johny Panasonic! A zostały kalesony, z których dziadek zrobił szalik.
J.I.
Możliwe, że Panasonic, ale zostawił szalik. Na pewno. Skąd dziadek miałby onuce z wyhaftowanym „So much owed by so many to so few”? Dla ścisłości: Johny zabrał ze sobą do Angli dwa salcesony. I jak myślę w istocie słowa Churchilla dotyczą wdzięczności Brytyjczyków właśnie za tę garmażerkę.
R.
Moi Drodzy,
Mylicie się fundamentalnie. To był pilot-kamikadze nazwiskiem Yukio Aiwa, nie nosił onucy, tylko japonki, które zabrał ze sobą przenosząc się w nirwanę. A jedyne, co po nim zostało, to zbiór haiku, dla niepoznaki podpisane „Miłosz”
Pozdrawiam
Ela
Aaa tam! Guzik prawda! To był Amerykanin irlandzkiego pochodzenia J.V.C Kennedy. Dziadek tego pana, którego zastrzelił w Dallas facet w jedwabnych onucach.
R.
Jak ludzie to wszystko pomieszają! Przede wszystkim to nie była babcia, ale stryjenka ze strony babci macierzystej. I nie szafa, ale szaflik, który zapaskudzili murarze rozrabiając w nim zaprawę do murowanego szabaśnika, za którym skrywała się rosyjska pilotka Ludmiła Telwizjowa. Szaflik stał przy szabaśniku dla niepoznaki. Szalika nie zostawiła tylko zabrała. Onuce faktycznie były jej – ewidentnie z Lend-Lease.
MG
Uwaga!
Pilot został znaleziony w biurze prasowym. Ma na nazwisko SONY, ale przydomek DVD się nie zgadza!!!
Szukajcie proszę dalej
rk
Cóż, jak mówi łacińskie przysłowie (z lekką zmianą...) dividi et impera... W wolnym tłumaczeniu: kto ma pilota ten ma władzę! BP rządzi!
Jaki jest stan ogólny pilota? Gdzie został znaleziony? Właściwie teraz to już chyba mumia tego gościa z RAF-u. Jak rozumiem zachował się, bo był zawinięty w szalik (jedwabny!).
R.
P.S. A onuce?
Errare humanum est!
To nie pilot! DiViDi (z łacińska „dziel”;) to marka rumuńskiego kalkulatora mechanicznego Na łożu śmierci wspominała jeszcze stryjenka, że dzielna Ludmiła stacjonowała na Bukowinie.
MG
Dział Literatury Pięknej zgłasza zainteresowanie publikacją pasjonującej
historii jedwabnych onucy uwikłanych w bukowiński romans między stryjenką
i pilotem japońsko-brytyjskiego pochodzenia zakończony historycznym
odkryciem maszyny szyfrującej, która mogła zmienić zapewne losy nie tylko
jednej wojny, ale ba, całego świata.
Posiadaczy praw autorskich uprasza się o zgłoszenie do odpowiedniego działu.
Od razu wiedziałem, że jakiś wydawca się na to rzuci. Jak dobrze, że to
nasz Dział Literatury Pięknej błysnął refleksem. Gratuluję i obiecuję
pamiętać o tym przy przyznawaniu premii.
Kochani! To najlepszy dowód, że stać nas na wiele. Przecież, jakbyśmy się
tak przyłożyli, napisalibyśmy wspólnie bestseller, jakiego nie było. Wcale
nie żartuję. Pomyślcie o kontynuacji.
Serdeczności dla Współ-Autorów dotychczasowych i przyszłych,
J.I.
Zima.
Alpy.
Stok narciarski.
Facet rusza z góry,
odbija się kijkami i jedzie na bombę.
Nagle podskakuje na muldzie,
obraca go,
leci,
koziołkuje,
w tumanie sniegu wali w drzewo...
Kijki w jedna,
narty w druga,
gosć rozwalony,
zęby wybite,
krew z nosa,
nogi poskręcane w dziwny sposób.
Otwiera nieprzytomne oczy,
wciaga górskie powietrze i mówi:
- I chuj, i tak lepiej niż w pracy
Jednostka wojsk pancernych. Młodzi żołnierze stoją przy czołgu, podchodzi do nich dowódca.
-Nazywam się kapitan Gudel. Od dzisiaj jestem waszym dowódcą.
-Tak jest panie kapitanie!
-Żeby nie było niejasności - co jest najważniejsze w czołgu?
-Działo - mówi jeden.
-Nie, najważniejszy jest pancerz - rzuca drugi.
-Radiostacja jest najważniejsza - krzyczy trzeci.
-Bzdura, głupoty gadacie! Zapamiętajcie! Najważniejsze w czołgu to nie pierdzieć!
--
Dwóch malców siedzi w piaskownicy i dyskutuje:
- Mój tata jest najszybszy na świecie!
- A wcale że nie!
- A wcale że tak! Jest urzędnikiem. Pracuje codziennie do piątej, a w domu jest piętnaście po czwartej.
12 -letni synek, pyta ojca (w mieście otwarto agencje towarzyską)
- Tato, a co właściwie robi sie w agencji towarzyskiej?
Ojciec mocno zaklopotany odpowiada:
- Synku, ogólnie rzecz biorąc można powiedzieć, że robi się tam człowiekowi dobrze za pieniądze. Synek jest ciekawy. Raz dostaje od ojca pieniądze na kino, ale zamiast na film biegnie do owej agencji i dzwoni do drzwi. Otwiera mu zdziwiona pani:
- A co ty chłopczyku chciałes?
- No, chciałem, żeby mi zrobić dobrze, mam nawet pieniądze! Pani poprosiła chłopca do środka, następnie zaprowadziła do kuchni, ukroiła trzy duże pajdy świeżego chleba, posmarowała masłem, miodem i podała chłopcu. Chłopiec wpada do domu i krzyczy;
- Mamo, tato byłem w agencji towarzyskiej. Ojciec o mało co nie spadł z krzesła, mamie oczy na wierzch wyszły.
- I co?! - pytają nieśmiało rodzice
- Dwie zmogłem, ale trzecią już tylko wylizałem...
................Matka zemdlała.