jabol wrote:mysz wrote:v7n wrote:póki co, obstawiam, że dostanę się polibudę gdańską. tyle mi wystarczy :]
Informatyka na Pojebudzie Gdańskiej, delikatnie mówiąc, ssie dupę. Takie jest moje zdanie przynajmniej.
to znaczy jest zajebiscie czy zjebanie? bo to takie niejednoznaczne?
Dla mnie to określenie jest zajebiście jednoznaczne, no ale ok, napiszę to inaczej. Informatyka na Pojebudzie Gdańskiej jest daleka od moich oczekiwań.
v7n wrote:mysz wrote:v7n wrote:póki co, obstawiam, że dostanę się polibudę gdańską. tyle mi wystarczy :]
Informatyka na Pojebudzie Gdańskiej, delikatnie mówiąc, ssie dupę. Takie jest moje zdanie przynajmniej.
to mnie nie pocieszyłeś.. byłem na drzwiach roztwartych i było całkiem spoko..
Sorry no, takie jest moje zdanie niestety. Niektórym podobają się te studia - mnie nie. Być może należę do mniejszości. Jestem na trzecim roku obecnie, właśnie dokonałem wyboru specjalizacji. W tajemnicy powiem Ci że idąc na pierwszy rok też myślałem że będzie spoko, cud, miodeks, ale już na drugim semestrze został ten pogląd dosyć mocno zweryfikowany.
(Pamiętaj jednak że to nie jest tak że odradzam Ci pójście na PG. W gruncie rzeczy, kończąc te studia, dostaniesz papier jednego z najlepszych wydziałów w Polsce. Pracę też znajdziesz bez problemu, o ile będziesz dostatecznie dobry. Druga sprawa - nie wiem jak to obecnie wygląda na początkowych latach, niestety nie znam tam już nikogo. Mówię więc z perspektywy tego co miało miejsce 3 lata temu.)
Zasadniczym problemem wg mnie są jednak wykładowcy i sposób traktowania nas, studentów, przez prowadzących zajęcia. Są ludzie po których widać że im zależy, wykonują swoją robotę z pasją (np. katedra teleinformatyki) i naprawdę chcą nas czegoś z tej informatyki nauczyć, ale są też osoby, które mają Cię absolutnie gdzieś i zwyczajnie powiny mieć zakaz prowadzenia zajęć. To powoduje czasem pewne nierówności, bo bywa że jakaś grupa ma ciekawe laboratorium, a z kolei inna trafiła na jakiegoś totalnego freak'a, który robi wszystkim pod górę. Przykładów miałem sporo, projekt z asm'a (w cholerę linijek, albo jeszcze więcej) oceniony bez spojrzenia w kod. Inny przykład: szef katedry, od którego mieliśmy dostać wpis, zamykał się w pokoju przed studentami. Często też zdarzała się sytuacja, że prowadzący przy oddawaniu projektu miał w to generalnie wbite, nie chciało mu się nawet zaglądać do środka, a ocenę brał z sufitu. Do pasji doprowadza mnie sytuacja kiedy ode mnie wymaga się starania za wszelką cenę, a od prowadzącego nie.
Tak więc tutaj dochodzimy do kolejnej rzeczy, mianowicie: często czuję że te studia mnie hamują. Chciałem nauczyć się czegoś we własnym zakresie, ale nie mogę, bo czas zżerają mi jakieś głupie projekty, nierzadko oderwane od rzeczywistości (projekt z języków obiektowych polegał na stworzeniu klas figur geometrycznych i zdefiniowaniu operacji na nich...). Fakt, godzinka roboty, ale jeśli masz z 8 przedmiotów takie bzdury do napisania to trochę czasu schodzi.
Prawda jest taka, że chyba nic praktycznego się nie nauczyłem na tych studiach. Stanowią one raczej tylko sygnał że muszę się sam nauczyć tego, tego oraz tamtego. Materiał wykładany na Językach Programowania Obiektowego nie wykracza poza pierwszy lepszy kurs C++ dostępny w internecie.
To nie jest kwestia trudności, czy łatwości materiału. Uważam w gruncie rzeczy te studia za proste, momentami zbyt proste. Większość projektów, podkreślam że związanych z informatyką, a nie z matmą, które do tej pory robiłem, niestety nie nauczyła mnie niczego nowego, może coś utrwaliła, ale często była totalną stratą czasu. Na palcach jednej ręki mógłbym policzyć takie, które robiłem z ochotą i zaciekawieniem (np. teraz, prosta aplikacja webowa w j2ee, coś jednak zupełnie dla mnie nowego i fascynującego).
Jeśli sam bym się nie wziął za większość rzeczy to pewnie nadal stałbym w tym samym miejscu jeśli chodzi o znajomość szeroko pojętej informatyki co 3 lata temu. Czasem jest fajnie, owszem, nawet pomimo dziwnych prowadzących, ale generalnie nie tego się spodziewałem po mojej uczelni.
Co jej zawdzięczam? Umiejętność radzenia sobie ze stresem i pracowania pod presją czasu, tak bardzo przydatne w przyszłej pracy zawodowej. Przyczynił się do tego m.in. SPOJ,
www.spoj.pl. Online Judge na którego wysyłasz projekt/program, a on łaskawie ocenia na podstawie danych testowych czy jest poprawny, albo zwraca informację że "gdzieś jest błąd". Ile krwi to ludziom napsuło to nikt nie jest w stanie zmierzyć. Największa zmora pierwszych semestrów, że tak powiem. Owszem, uczy dobrego programowania, ale dupa po tym boli niesamowicie.
Z czasem człowiek przyzwyczaja się też do różnych absurdów mających miejsce... Z ciekawszych rzeczy - koleś od administracji systemów komputerowych umieszcza materiały w jakimś microsoftowym formacie *.mht, otwieralnym tylko z IE. Na kole z tego samego przedmiotu są pytania o prawidłową odległość monitora od oczu i kąt nachylenia... Ile to ma wspólnego z administracją to ja nie wiem zbytnio, może się nie znam. No ale nie dziwię się później że admin serwera z wiadomościami dla studentów i zapisem na specjalizację nie zna polecenia chmod dzięki czemu można sobie patrzeć co kto powybierał. Na zerówce z systemów operacyjnych masz pytania kalibru: jaką kombinacją klawiszy można wyjść z emacsa? Materiały wykładowe do koła z ASP.NET pojawiające się w necie na 4h przed kołem...
Poważnie, na drugim semestrze tych studiów nauczyłem się mieć już nalane totalnie na wszystko związane z uczelnią. Zrozumiałem że na nią nie mogę zbytnio liczyć i muszę edukować się we własnym zakresie. ;)
Za to niewątpliwym plusem tych studiów jest to, że ludzie na roku są naprawdę fajni.
No, więc to by było na tyle. Sorry za trochę chaotyczną wypowiedź. Mam nadzieję że Cię nie odstraszyłem, gdyż nie miałem wcale takiego zamiaru. Po prostu często bywa u nas dziwnie. To jest dobre określenie. Dziwny jest ten świat i dziwne są te studia.
Zapraszam gorąco i w ogóle. ;D