Wczoraj, kiedy usłyszałem dzwony wybiegłem z akademika i poszedłem prosto do katedry.. to był odruch.. I miałem ochotę rozpłakać się.. trochę z żalu.. bo czułem się jakby zmarł ktoś z mojej najbliższej rodziny, ale kiedy widziałem tych wszystkich ludzi, którzy tam poszli, to czułem radość z tego, że ta śmierć może przynieść dla wielu, którzy są daleko dużo dobrego. Bóg zabrał go już do siebie i wierzę w to, że wypełnił swoją misję i odbiera nagrodę wieczną.
(sorry, że trochę patetycznie zabrzmiało, ale to właśnie czuję)
Pozdrawiam




